Dom, który zbudował Jack

Od momentu, gdy podczas konferencji prasowej w Cannes Lars von Trier oznajmił, że „rozumie Hitlera”, minęło siedem lat. Niefortunne wystąpienie zaowocowało uznaniem duńskiego reżysera za persona non grata na festiwalu. Dopiero w 2018 roku zdecydowano się wybaczyć laureatowi Złotej Palmy, czego wyrazem był zorganizowany tam premierowy pokaz jego nowego dzieła. I choć teraz von Trier nie był skory do dzielenia się swoimi niepopularnymi poglądami, to bez skandalu się nie obyło. Tym razem rozzłościł canneńską publiczność, dla której seans "Domu, który zbudował Jack" okazał się nie do wytrzymania.

Docierające z festiwalu historie o zgorszonych widzach opuszczających salę na swój sposób mogły zaostrzyć apetyt miłośników kina gore. Nie jestem jednak pewien, czy reżyserowi szczególnie zależało na prowokacji – jego nowy film jest przede wszystkim próbą wiwisekcji umysłu samotnego neurotyka, dopiero w drugiej kolejności zaś krwawą opowieścią o bezwzględnym nihiliście.

Pod wieloma względami omawiane dzieło przypomina Nimfomankę (2013) – w obu filmach narracyjną ramę stanowi słyszana z offu spowiedź tytułowego protagonisty przed cierpliwie słuchającym go starszym mężczyzną.

Podobnie jak w poprzednim obrazie von Triera, tu również rozmówcy często dzielą się mniej (fermentacja winogron) lub bardziej (syreny niemieckich bombowców) zajmującymi dygresjami, uzupełniającymi główną linię fabularną. Tę stanowi opis perypetii (i psychiki) Jacka – brawurowo odegranego przez Matta Dillona – około pięćdziesięcioletniego błyskotliwego intelektualisty, drobiazgowo relacjonującego przebieg kilku morderstw. Owe „incydenty” (tak tu się o nich mówi) to pięć osobnych historii o wymyślnym rozprawianiu się ze swoimi niewinnymi ofiarami (zazwyczaj kobietami, bo – jak sam twierdzi – te o wiele chętniej „współpracują”). Oprócz racjonalizowanego przezeń zabijania bohater ma jeszcze jedno zajęcie, które spędza mu sen z powiek – usiłuje zaprojektować dla siebie dom. Obsesja współczesnego Kuby Rozpruwacza uniemożliwia jednak koncentrację na budowie. Nadmierna dbałość o zbroczony krwią „dorobek” (z którego bohater jest zarówno dumny, jak i wiecznie niezadowolony) najpewniej więc sprawi, że Jack pozostanie niespełnionym inżynierem.

Trzeba przyznać, że jak na opowieść o seryjnym mordercy Dom, który zbudował Jack jest zaskakująco zabawną, momentami wręcz brawurową komedią, co potwierdzają zwłaszcza dwie początkowe sekwencje.

W pierwszej z nich odgrywana przez Umę Thurman rozgadana kobieta jest tak irytująca, że na pomysł jej uśmiercenia widz wpada zapewne jeszcze szybciej niż Jack. Z kolei drugi wątek wieńczy wspaniale zmontowana scena sprzątania miejsca zbrodni, gdzie – jak się głównemu bohaterowi wydaje – nadal pozostaje ślad mordu. Policja nie odkrywa jednak niczego, nie identyfikuje oprawcy, przez co z każdą kolejną ofiarą Jack coraz mniej przejmuje się ewentualnymi świadkami. Zuchwale i swobodnie skraca życie następnych ludzi, których ciała składuje we własnej chłodni. Mimo iż przepastna kolekcja denatów pęcznieje, nic nie wskazuje na to, że Jacka ktoś złapie. Mężczyzna może spokojnie pracować nad swoim dziełem zniszczenia. Frustrująca budowa domu wciąż schodzi na dalszy plan.

Choć omawiany film może sprawiać wrażenie efekciarskiego popisu reżysera wymyślającego kolejne okrucieństwa, to nie ulega wątpliwości, że Dom, który zbudował Jack jest przede wszystkim metaforycznym rozliczeniem von Triera z samym sobą i swoją twórczością (co aż nazbyt dosadnie podkreślają autocytaty).

Autor Antychrysta (2009) jest dla siebie dość surowy – aspołeczny Jack to tak naprawdę ironiczne porte-parole artysty, tłumaczącego się z własnych poszukiwań i nie zawsze udanych „autorskich dzieł sztuki”. Pełen intertekstualnych odniesień (od Dantego do Glenna Goulda) film Duńczyka momentami ociera się o autotematyczny banał, może być jednak odebrany zarówno jako (nie)spełnione dzieło o wiecznym niespełnieniu, jak i osobliwa forma pokuty (vide ostatnia sekwencja) niestrudzonego prowokatora. To wreszcie pełna ambiwalencji komedia, którą wyreżyserował Lars – może i konstrukcyjnie dość chwiejna, niemniej jej fundamenty wielu uzna za więcej niż przekonujące.

 

Dom, który zbudował Jack
The House That Jack Built
Dania, Francja, Niemcy, Szwecja 2018, 155’
reż. i scen. Lars von Trier, zdj. Manuel Alberto Claro, prod. Zentropa Entertainments, Centre National du Cinéma et de l’Image, Copenhagen Film Fund, Eurimages, Film i Väst, Film und Medien Stiftung NRW, Nordisk Film- & Tv-Fond, wyst. Matt Dillon, Bruno Ganz, Uma Thurman, Riley Keough

Komentuj