„Szczęście świata”

Nadchodząca zagłada, której Rosa nie pokazuje, zniszczy nie tylko życiorysy i budynki, odbije się też na konwencji filmu, przekreśli sens magicznego realizmu – gdy zabraknie Róży, kamienica straci bowiem swoje serce.

 

W jednej z pierwszych scen Szczęścia świata detektyw Sobański wraca do mieszkania ulokowanego w śląskiej kamienicy i puszcza przedwojenny utwór z płyty winylowej. Kamera szybko ucieka z jego pokoju, by – w takt piosenki – zaprezentować widzom pozostałych mieszkańców: Żydówkę Różę, botanika, który próbuje zmusić rzadko spotykane kaktusy do zakwitnięcia, genialnego Ślązaka rozwiązującego największe problemy matematyki, pocztowca Jana i zajmującą najwyższe piętro Niemkę samotnie wychowującą syna. Sekwencja ta niemal natychmiast przywodzi na myśl analogiczną z Delicatessen (1991, J.-P. Jeunet, M. Caro), w której dźwięki wydawane przez lokatorów układały się w harmonijną melodię. Kamienica z filmu Michała Rosy nie podlega jednak synchronizacji, nie staje się sprawnie działającym organizmem.

Opisana scena nie tylko konstytuuje filmową przestrzeń, wprowadza poszczególnych bohaterów i pozwala zaznajomić się z topografią kluczowego dla fabuły budynku, ale uwypukla również tę cechę przedwojennej rzeczywistości, która będzie dla Rosy najważniejsza – wielokulturowość opartą na pozbawionej większych animozji koegzystencji.

Ponieważ bohaterowie reprezentują różne grupy etniczne lub narodowe, odseparowany od innych budynków dom szybko staje się metaforą Polski sprzed 1939 roku, do której zarówno Polacy, Ślązacy, Żydzi, jak i Niemcy wprowadzają własne wartości, wzbogacają ją, sprawiają, że staje się miejscem ciepłym i magicznym.

Nietrudno się więc domyślić, że gdy akcja przeniesie się do czasów powojennych, słoneczna, przyjazna atmosfera zastąpiona zostanie przez odrętwienie i szarugę.

Te alegorie i narysowane zbyt grubą kreską kontrasty powodują, że Szczęście świata łatwo można potraktować jako film urokliwy, ale przesadnie naiwny i prostoduszny. W jego obronie nie pomaga też pozbawiony dyscypliny scenariusz, w którym poszczególne wątki urywają się bez większego powodu, utykają w martwym punkcie albo pozostają w zawieszeniu na tak długo, że widz ma prawo nie pamiętać, co właściwie wcześniej się w nich wydarzyło. Warto jednak przebaczyć Szczęściu świata te fabularne grzeszki, bo na każdą niezręczność przypada tu kilka pomysłów intrygujących i unikalnych.

Za pierwszy z nich można uznać fabularny fortel, który legł u podstaw filmu. Pierwsza scena zapowiada, że Szczęście świata będzie czymś na kształt lekkiego kryminału w wersji retro – Sobański otrzymuje od właściciela wydawnictwa zlecenie odszukania autora książki o najbardziej niesamowitych miejscach świata. Choć tom stał się bestsellerem, autor pozostaje w ukryciu, a jedynym tropem jest adres poczty prowadzonej przez Jana, w której tajemniczy pisarz odbiera honoraria. Gdy bohater dociera do domu-metafory, szybko okazuje się, że intryga kryminalna będzie miała marginalne znaczenie, a Szczęście świata skupi się na Róży i orbitujących wokół niej mieszkańcach.

Choć wątek detektywistyczny urywa się nieco niezręcznie, samo zagranie spełnia swoją rolę – usypia czujność widza, pozwala zapomnieć o tym, że za chwilę opisywany świat legnie w gruzach. To wyjątkowo ważne, bo Rosa cały swój film poświęcił nie tyle wojnie lub jej skutkom, a więc tematom podejmowanym przez polskich twórców niezwykle często, co pewnego rodzaju przeczuciu nadchodzącej pożogi, ujawniającemu się w pobocznych wątkach. Gdy w jednej ze scen Róża czyta akapit z książki, która posłużyła za pretekst dla fabuły, opis egzotycznej budowli z drugiego końca świata – monumentalnej, przerażającej, spowitej słodkim zapachem – zaczyna przypominać fragmenty pierwszych relacji z obozów zagłady.

W połączeniu z wykorzystaną przez reżysera konwencją realizmu magicznego daje to efekt porażający – przedwojenna wielokulturowość nie ożywa dzięki dialogom czy fabularnym opisom, ale za sprawą skupienia na smakach, zapachach i odgłosach, oddanych na ekranie w rozświetlonych zdjęciach Marcina Koszałki i subtelnej muzyce Motion Trio i Janusza Wojtarowicza.

Nadchodząca zagłada, której Rosa nie pokazuje, zniszczy więc nie tylko życiorysy i budynki, odbije się też na konwencji filmu, przekreśli sens magicznego realizmu – gdy zabraknie Róży, kamienica straci bowiem swoje serce.

W tym kontekście opisana we wstępie scena, pozornie lekka i przyjemna, zyskuje nowe znaczenie. Brak synchronizacji okazuje się nie tyle efektem arbitralnych decyzji montażowych lub narracyjnych, ale zapowiedzią zbiorowego wyrzutu sumienia, który nastąpi po 1939 roku.

Szczęście świata
Polska, 100’
reż. i scen. Michał Rosa, zdj. Marcin Koszałka, muz. Motion Trio i Janusz Wojtarowicz, prod. Argomedia Sp. z o. o., wyst. Karolina Gruszka, Grzegorz Palkowski, Tomasz Borkowski, Agata Kulesza.
Artykuły tego samego autora

Komentarze

  Komentarze: 1

  1. Film jest świetnie zrobiony- pozorna lekkość daje mimo wszystko do myślenia. Historie tak różnych bohaterów połączone jedną bohaterką nadającą wyjątkowość życiu bohaterów.

Komentuj