Jagoda Szelc: Co mówimy

Żyjemy wewnątrz języka. To właśnie język determinuje naszą tak zwaną rzeczywistość. Tak zwaną, ponieważ jest ona różna dla każdego z nas. Jeśli ktoś ma wątpliwości co do powyższego stwierdzenia, radzę spytać trzy osoby, co dla nich oznaczają słowa takie jak „wolność”, „szybciej” czy „matka”. Potrzeba dwóch lat życia, żeby nauczyć się mówić. Ale potrzeba życia, żeby wiedzieć, co się chce powiedzieć. Słowa są najpotężniejszą bronią, jaką posługuje się człowiek.

Każda rozprawa sądowa zaczyna się od uznania pewnych definicji. W taki sam sposób powinno się rozpoczynać pracę nad filmem z głowami swoich pionów. Sposób, w jaki nazywamy tych ludzi, ma bezpośrednie przełożenie na to, w jaki sposób będą wykonywać swoją pracę. Pozornie wydawałoby się, że mówienie po imieniu do członków zespołu jest miłym zaznaczeniem wspólnoty. Oczywiście zdarza mi się mówić do nich po imieniu, ale nigdy, jeśli podejmujemy decyzje artystyczne. Jest tak dlatego, że słowa to zaklęcia.

Różnica polega na sile determinacji. Jeśli mówię: „Asia zdecyduje o kontynuacji fryzur w następnej scenie”, jest to inna informacja niż: „Szefowa pionu charakteryzacji zdecyduje…”. Dlaczego tak jest? Dlatego, że Asia, słysząc swoje imię, może mieć lęki, ponieważ przywoływana jest jako prywatna osoba, a co za tym idzie, również bardziej prywatna jest prośba. Wolę w takich sytuacjach odwoływać się do profesjonalistki, z którą pracuję. Dzięki temu komunikatowi ludzie czują się autonomiczni jako profesjonaliści, a przez to odpowiedzialni za swoje decyzje. Zakładam, że na spotkaniach przed filmem zostało dokładnie uzgodnione, o co proszę ja, i w czasie faktycznej pracy na planie (kiedy jedyne, na co ma się czas, to kalkulacja czasu) nie potrzebują konsultować ze mną każdego posunięcia. Jako specjaliści mają swój status. W ten sposób tworzymy układ relacji międzyludzkich, który jest centryczny, a nie piramidalny, bo nie jest to feudalizm. To znaczy: ja – liderka – nie jestem najważniejsza, ale to ode mnie odchodzą kolejne falangi. Ostatnią jest produkcja, która zamyka kształt filmu.

Dlatego osobiście nie lubię słowa „ekipa”. Słowa ucieleśniają się poprzez obrazy. A słowo „ekipa” przywołuje mi na myśl gang. Lubię słowo „zespół”. Wywołuje skojarzenia z maszyną i elementami tej maszyny.

Jak wiemy, w maszynie każda część jest po coś. W gangu można pozbyć się jakiegoś człowieka i status słowa się nie zmienia.

Język jest ważny do ustalania zasad pracy między ludźmi. Niestety, my reżyserzy często wychodzimy z założenia, że ludzie są mili i jakoś się dogadają. Jednak plan zdjęciowy to miejsce zwielokrotnionego stresu i nawet najmilsi ludzie mogą popełniać błędy komunikacyjne i wprowadzać czasem złe standardy. Rolą lidera jest powiedzieć coś, być może postrzeganego jako ciąg banałów, ale opisującego ramy komunikacji. To nie elokwencja jest najważniejszą z cech reżyserów, ale jasność przekazu. Lubię opowiadać anegdotę o tym, jak kiedyś kapitanowie statków zdawali egzaminy. Otóż musieli kłaść obie ręce na maszt i tylko za pomocą czytelnych komend kierowali załogą. Lubię też przyglądać się pracy trenerów piłkarskich. Reżyserii czy liderowania można nauczyć się wszędzie poza „reżyserią”.

Dobrze jest wypowiadać często na głos pewne komunały, ponieważ ma to siłę demaskowania sytuacji, a demaskowanie z kolei ma siłę spłycania większości naszych lęków lub niedopowiedzeń.

Konstytuuje zasady i uwalnia od wstydu. A przecież większość z nas była wychowywana za pomocą zawstydzania i widzę, że jest to główna przyczyna kolizji ludzi w czasie pracy. Na przedplanowym spotkaniu mówię więc: „Każdy z nas popełni błędy. Ja też. Nie będziecie nigdy za to zawstydzani (wyśmiewani), ani personalnie atakowani. To, co może nam przeszkadzać, to sposób, w jaki będziemy próbowali zamaskować nasze błędy. Od dziś jesteście »zespołem«”. Używam świadomie formy „my” i „ja”. Separuję ją w ważnych momentach. „Ja” jest rzadkie, ale zdarza się i należy go używać rozsądnie.

Następne zdanie to: „Bardzo Was proszę, abyście byli dla siebie życzliwi. To jest tylko film (to ważne, bo ludzie skłonni są myśleć, że robimy coś najważniejszego na świecie i w związku z tym możemy dokonywać różnych przekroczeń) i chciałabym, żebyśmy wszyscy o tym pamiętali. Dziękujcie sobie. Przepraszajcie się i nie wchodźcie sobie w kompetencje. To ważne. Proszę Was też, żeby po pracy każdy się pożegnał”. I niby ludzie to wiedzą, ale ważne jest wypowiedzenie tego na głos. Ponieważ jest to zaklęcie i ma wielką moc. Zaklęcia były dokładnie tym. Jeśli ktoś popełni błąd, ważne jest też wypowiedzenie tego, lecz bez opresji: „To, że ktoś zostawił w kadrze kable, jest błędem. Proszę na to uważać następnym razem”. Uczy to zespół, że błędy są widoczne i jest to jedyna konsekwencja, która płynie z błędu. Jest przyzwolenie na błąd, ale też prośba o lepszą organizację.

Indianie mówili: „Słowa, słowa jak kamienie”. Warto zastanowić się nad tym, jakich słów nadużywamy, bo to świadczy o nas i naszych rzeczywistościach. Przyciąga i zaklina nas w światach. A najprostszą drogą ku świadomej konstrukcji jest słowo. Pomyślmy o tym. Pomyślmy też o ciszy.

Z cyklu Porządki

Artykuły tego samego autora