Layla
Jeśli piekło to korporacyjny bankiet z okazji Miesiąca Dumy (a wierzę, że tak jest), to bohaterka pełnometrażowego debiutu Amrou Al-Kadhiego musi czuć na sobie płomienie. Drag queen Layla (Bilal Hasna) wie, że znalazła się na terenie wroga (gdzie bez przekonania wykonuje Release Me Agnes Carlsson, choć sama wybrałaby raczej coś z repertuaru Perfume Genius). Przed ewakuacją artystka poznaje Maxa (Louis Greatorex), niewyoutowanego speca od marketingu, który z wzajemnością wpada jej w oko. Między nimi iskrzy. Pora przenieść się na lepszą imprezę.Al-Kadhiego najbardziej interesują punkty przecięcia tożsamości, tych silnie ukształtowanych i tych przybieranych na krótko, nie bez dyskomfortu. Layla jest i bywa niebinarną drag queen z kosmopolitycznego Londynu, osobą migrancką na wiecznym dorobku, cis gejem z Grindra i Palestyńczykiem zdystansowanym od swojego pochodzenia i wiary. Ten ostatni wątek wybrzmiewa najpełniej w relacji Layli z siostrą, traktowaną z rezerwą, a przecież dzielącą podobne wątpliwości i wytrwale szukającą kontaktu z bratem. Z kolei Max, ostrożnie odsłaniający swoją tożsamość przed liberalnymi rodzicami, chyba najbezpieczniej czuje się w korporacyjnej pracy, osłonięty zasadami polityki inkluzywności; w obskurnym klubie Layli pełen dobrych intencji pokrzykuje „happy pride” z tęczową flagą namalowaną na policzku.
Kolejne etapy ich relacji są wyznaczane przez konwencjonalne przystanki queerowego coming-of-age. Zarówno te fabularne – jak rozdzielenie, które nieuchronnie przychodzi po pierwszym zauroczeniu – jak i formalne, akcentujące niezręczne docieranie się czy odnajdywanie siebie poprzez finałowy taniec.
W zgodzie z kluczem filmów o nienormatywnym dorastaniu, rozumianym dosłownie i metaforycznie, twórcy proponują narrację o postaci, która musi nauczyć się widoczności (podobnie jak we Freak Show [2017, T. Styler], Randkach z Amber [2020, D. Freyne] czy Pariasie [2011, D. Rees]). Na ich tle Layla wyróżnia się szczególnym wyczuleniem duetu twórca–aktor na ukłucia żenady. Narastające kłopoty w związku sygnalizuje nieudana próba odtworzenia intymnego momentu, który tym razem zamiast komfortu przynosi zakłopotanie. Nagle bliskość Maxa na parkiecie wydaje się Layli dusząca. Obecność jej nowego chłopaka, z pozoru stereotypowego białego kołnierzyka, kłuje w oczy również stałych bywalców klubu – jego entuzjazm wobec obcej mu, buntowniczej odsłony queeru sprawia wrażenie infantylnego, oderwanego od rzeczywistości, jeśli nie wprost obraźliwego. Bilal Hasna, brytyjski aktor i dramaturg palestyńsko-pendżabskiego pochodzenia, który dał się poznać jako twórca sztuki For a Palestinian, nadaje Layli nietypowego, dysocjacyjnego rysu. Błądzące oczy i ważenie gestów sugerują kruchość, ale już ostrożnie zaczepny flirt przesuwa ją w stronę kogoś, kogo możemy znać – może wiecznie randkującego kumpla, może uroczego one-night standa z Tindera.
Nie sposób też pominąć haptycznego aspektu filmu – z pozoru oczywistego kierunku dla opowieści o dragu, rozgrywających się w przebieralniach i klubach – który Al-Kadhi kieruje daleko za dekoracyjne tło. Przypominając sobie sceny na zapleczu – w przytulnym, punkowym gnieździe, w którym odbywa się queerowanie Ludzkiej stonogi – odruchowo myślę o anielskich włosach, paprochach na dywanie i stercie puszystych poduszek. Klarowną przeciwwagą dla tego bezpiecznego bałaganu jest minimalistyczne mieszkanie Maxa, z kuchnią, która mogłaby być restauracją fine dining. Nic dziwnego, że wnętrze to przytłacza Laylę, zwłaszcza że na tę wizytę „przebiera się” w pożyczoną beżową koszulę i deadname. Rzecz w tym, że to zmyłka. Przedmioty, owszem, częściowo mówią o aspiracjach postaci, ale kwestia ich przynależności do zajmowanych przez nie przestrzeni jest co rusz rozbrajana. Pełen entuzjazmu Max nie jest przecież typowym „bananem” szukającym transgresji na godziny, a z twarzy Layli nawet w klubie nie schodzi wyraz zamyślenia i nerwowej kalkulacji. Oboje potrafią być dla siebie tyleż czuli, co przykrzy; nie raz stają w swojej obronie, ale i nie raz się siebie wstydzą.
W wielu filmach koncentrujących się na queerowej tożsamości, choćby we wspomnianym wcześniej Freak Show, pojedynczy moment triumfu – zrobienie show na licealnym balu, wyrwanie się z homofobicznego miasteczka czy domu rodzinnego – optymistycznie urasta do rangi zwycięstwa. Layli przypada droga nielinearna, naznaczona ambiwalencją. Obiektem zainteresowań Al-Kadhiego jest wprost wypowiedziana fascynacja przestrzenią pomiędzy, toteż rozterki postaci – i idące za nimi zmiany, ale i chęć pozostania w tym samym miejscu – nie są traktowane jak defekt do naprawy. Płynna tożsamość ma wszak swoje zalety i przywileje. Choć może być mechanizmem przetrwania, a w przypadku Layli częściowo jest, umożliwia jednak przemykanie przez nowe sytuacje z zachowaniem bezpieczeństwa. Pozwala doświadczać życia we własnym tempie, po latach zamrożenia.
Layla
Wielka Brytania 2024, 100’
reż. i scen. Amrou Al-Kadhi, zdj. Craig Dean Devine, muz. CJ Mirra, prod. Film4British, Film Institute (BFI), Significant Productions, wyst. Bilal Hasna, Louis Greatorex, Safiyya Ingar, Sarah Agha
Komentuj


