Flow
Zamiast arki – niepozorny statek, zamiast Noego – czarny kot, który boi się wody, a wraz z nim na pokładzie tylko niewielka grupa innych zwierząt: ufny golden retriever, wyluzowana kapibara, majestatyczny ptak oraz lemur z zamiłowaniem do kolekcjonerstwa. Porównanie do starotestamentowej opowieści o potopie nie wydaje się bezzasadne – Flow Gintsa Zilbalodisa ma w sobie sporo biblijnej retoryki, nawet jeśli okraszonej solidną dawką surrealizmu.Być może nie powinno się pisać o wyrazistym autorskim stylu w wypadku reżysera, który na koncie ma tylko dwa pełnometrażowe filmy, a jednak nie można zignorować rzucających się w oczy podobieństw – tematycznych i estetycznych – do poprzedniego dzieła Łotysza, Odległej krainy (2019). Także wtedy Zilbalodis zabrał widzów do pełnego niesamowitości świata, podszytego metafizyką, wypełnionego tajemniczymi artefaktami i zamieszkanego przez nietuzinkowe zwierzęta, które w najnowszym filmie odegrały już kluczową rolę. Bo podczas gdy tam głównym bohaterem był młody chłopak uciekający przed budzącą grozę zmorą, we Flow nie ma już ludzi, a ich nieobecność nigdy nie zostaje wyjaśniona. Gdzieś w tle pojawiają się elementy świadczące o dawnej świetności wytworzonej przez człowieka infrastruktury i dodające światu przedstawionemu postapokaliptycznej atmosfery. Ślady te – w zestawieniu z powodzią – łatwo dają się czytać w kontekście zagrażającej naszej planecie katastrofy klimatycznej. I chociaż ekokrytyczna i postantropocentryczna interpretacja Flow jest niezwykle kusząca, to trudno nie ulec wrażeniu, że opowieść ta jest przede wszystkim o strachu przed innymi i jego przezwyciężaniu, o cykliczności natury i społecznych niesprawiedliwościach, a w końcu o sile współpracy, która okazuje się jedyną możliwością radzenia sobie we wrogim świecie. Podobnie było w Odległej krainie, w której przerażająca postać – depresja? śmierć? śmiertelny strach? – traciła władzę nad uciekającym bohaterem w momencie zderzenia z siłą (międzygatunkowej) przyjaźni.
Warto pamiętać, że za Odległą krainę, którą Zilbalodis zrealizował zupełnie sam (jest nie tylko reżyserem i scenarzystą, ale również autorem muzyki), łotewski twórca otrzymał nagrodę w sekcji Contrechamp na festiwalu w Annecy, przyznawaną filmom przesuwającym granice narracyjnych możliwości animacji. To, co może się wydawać technicznymi niedostatkami (w przypadku pierwszego filmu czasem rzeczywiście wynikającymi z kameralności przedsięwzięcia), okazuje się świadomym działaniem artystycznym. Jest grą z oczekiwaniami odbiorców przyzwyczajonych do coraz bardziej realistycznych animacji 3D. Sprawiająca wrażenie surowej animacja, choć początkowo wytrąca z równowagi, szybko staje się pełnoprawnym środkiem stylistycznym harmonizującym z opowieścią snutą bez użycia dialogu i odnoszącą się do uniwersalnych tropów. Podbijającą odrealnioną atmosferę światów, jak gdyby tylko naszkicowanych i niedokończonych, oczekujących na twórczą, wypełniającą luki pracę widza. W efekcie Flow bardzo przypomina grę komputerową, przez co momentami aż chciałoby się chwycić za pada i spróbować pokierować zwierzęcymi bohaterami: zamiast tego pozwala głębiej wejść w opowieść poprzez mnogość kontekstów i interpretacyjnych możliwości.
Zaawansowana, dynamiczna i w tym sensie bardzo filmowa praca kamery jest świadectwem inspiracji filmami aktorskimi, do której reżyser przyznaje się w wywiadach. Także wskazywana przez niego fascynacja animacjami z kultowego studia Ghibli jest więcej niż wyraźna: podobieństwa idą jednak dalej niż tylko w kwestii stylu i tematu. Zarówno filmy Hayao Miyazakiego, jak i dotychczasowe opowieści Zilbalodisa są kierowane do szerokiej publiczności: nie tylko dziecięcej, ale i dorosłej. Producenci i dystrybutorzy Flow słusznie podchwytują ten fakt i umożliwiają filmowi dwutorowy dryf: jako angażującej, urokliwej i momentami zabawnej przygodzie, która swoim nurtem porwie młodszą publikę, a także jako podszytej egzystencjalnym niepokojem przypowieści, której głębsze znaczenia dadzą się rozszyfrować jedynie dojrzalszej, obeznanej w kulturowych kontekstach widowni.
Zilbalodis niejako podwójnie egalitaryzuje artystyczną animację jako produkt o szerokim zasięgu i dostępności. Flow powstał bowiem przy użyciu darmowego oprogramowania, jakim jest Blender. Sukces Zilbalodisa pokazuje zaś, że tworzenie animacji jest dla każdego, kto wykaże się odpowiednią inwencją twórczą, determinacją i zdolnością do opowiadania angażujących historii. Historii dla każdego.
Flow
Straume
Łotwa, Belgia, Francja 2024, 84’
reż. Gints Zilbalodis, scen. Matiss Kaza, Gints Zilbalodis, zdj. Gints Zilbalodis, muz. Rihards Zalupe, Gints Zilbalodis, prod. Dream Well Studio, Sacrebleu Productions, Take Five
Komentuj


