Decorado

„Świat jest teatrem, aktorami ludzie, którzy kolejno wchodzą i znikają” – przemawiała postać z Szekspirowskiej komedii Jak wam się podoba. Oscar Wilde prześmiewczo sparafrazował ten klasyczny wers, pisząc, że, owszem, świat jest teatrem, ale role są źle dobrane. Alberto Vázquez natomiast wyznaje jeszcze bardziej dosadny pogląd. Według słów, które pojawiają się w Decorado, sceneria świata jest cudowna, lecz zapełniona okropną, godną pożałowania obsadą.

Recenzja powstała przy współpracy z Międzynarodowym Festiwalem Filmów dla Młodej Widowni Ale Kino! (Poznań, 23-30.11.2025). Sprawdź program

To pesymistyczne stwierdzenie raczej nie zaskoczy nikogo, kto widział poprzednie filmy hiszpańskiego reżysera: Psychonautów, zapomniane dzieci (2015), Wojny jednorożców (2022) czy też krótkometrażowe Decorado (2016), które po dziewięciu latach doczekało się rozwinięcia. W odróżnieniu od pierwowzoru pełnometrażowe Decorado nie jest zlepkiem luźno powiązanych epizodów. Ten pierwszy był zaledwie czarno-białym szkicem, który swoją epizodycznością podbijał efekt absurdu, będący istotnym elementem świata przedstawionego. W drugim natomiast Vázquez wraz ze współscenarzystą Xavierem Manuelem przegląd okrutnych scenek o bezsensowności życia wpisali w ramy dystopijnej opowieści. Oto światem rządzi megakorporacja (zlepek Mety, Google’a, Bayera i innych gigantów późnego kapitalizmu), która produkuje wszystko, w tym przymusowo podawane tabletki zawierające 100% szczęścia. Jednak nie wszyscy czują się w tym świecie tak, jak powinni. Mysz Arnold od lat nie może znaleźć pracy, a jego małżeństwo wydaje się zbliżać ku końcowi. Co więcej, coraz częściej doświadcza derealizacji oraz paranoicznego przeświadczenia, że otaczająca go rzeczywistość jest nieprawdziwa, a on sam bierze udział w chorym spektaklu. To wszystko skłania go do poszukiwania drogi ucieczki, pogoni za życiem wypełnionym autentycznością.

Z jednej strony Decorado to opowieść na wskroś filozoficzna, podszyta immanentnie nihilistyczną refleksją. Z drugiej – jej powagę równoważy, też właściwy dla hiszpańskiego twórcy, groteskowy czarny humor. Jednym z narzędzi wywołujących komizm, a zarazem podkreślających defetyzm jest wywracanie na nice klasycznych animacji dla dzieci. Vázquez inspiruje się Disneyem, Zwariowanymi Melodiami czy kreskówkami Hanna-Barbera i przerabia je na modłę Kota Fritza (1972, R. Bakshi). Antropomorficzne zwierzęta nie są nośnikami przekazu dla dzieci, lecz posłańcami obezwładniającej beznadziei. Tak jak Pato Roni (wzorowany na Kaczorze Donaldzie), który był kiedyś gwiazdą telewizji, a teraz – godny politowania – stoczył się i mieszka na śmietniku. To gest znaczący: bajki oglądane w dzieciństwie próbują zaciemnić lub nawet zasłonić nam prawdę o rzeczywistości. Rzeczywistości okrutnej i rządzącej się trudnymi do zaakceptowania prawami.

Można powiedzieć, że świat, w którym żyjemy – na skraju katastrofy klimatycznej, toczony przez wojny, prowadzony przez takich, a nie innych liderów, w którym nierówności społeczne rosną, a marginalizacja pewnych grup ludzi postępuje – jest nawet okrutniejszy niż ten przedstawiony w Decorado. Nic dziwnego – zdają się mówić nam twórcy – że ludzie szukają wyjścia ewakuacyjnego z rzeczywistości, która przypomina dziwną symulację. Bohaterowie dochodzą do niego różnymi drogami. Jedni podporządkowują się zasadom, inni zatracają się w teoriach spiskowych; jedni poddają się leczeniu farmakologicznemu, inni uciekają się do narkotyków, pozwalających na chociaż chwilowe odcięcie. Finalnie żaden z tych sposobów nie wydaje się satysfakcjonujący. Co prawda nie ma tu naiwności Kandyda, który chciałby nas przekonać, że żyjemy w świecie najlepszym z możliwych, ale nie ma też złudzeń – bo innego świata czy innej scenerii po prostu nie ma.

Seans Decorado może i nie należy do najprzyjemniejszych, zwłaszcza gdy specyficzny czarny humor nie trafi na podatny grunt. Filmowi nie można jednak odmówić tego, że jest świetną animacją. Kierownikiem artystycznym projektu został José Luis Ágreda, który prowadził także Psa i Robota (2023) Pablo Bergera. Wprowadził on tu kolorystykę, która nie stawia na realizm, lecz uprzywilejowuje nastrojowość i symbolikę. Kolejne sekwencje wydają się nie zawsze spójne pod względem barw z poprzednimi, co w efekcie nadaje produkcji wyjątkowego stylu. Z kolei Pamela Poltronieri, reżyserka animacji, pod swoją kuratelą ożywiła bohaterów, nadając ich twarzom przekonującej ludzkiej emocjonalności. W ten sposób stworzyła przestrzeń do wywołującej niepokój identyfikacji. Zwierzęta okazują się wyjątkowo ludzkie, wręcz nieludzkie w swej ludzkości. Ten niepokój zostawia widzów z poczuciem, że nie pozostaje nic innego, jak tylko wraz z postaciami z filmu złapać się za ręce i unisono wyśpiewać słowo: de-co-ra-do, mały hymn na cześć absurdu naszego istnienia.

Decorado

Hiszpania, Portugalia 2025, 95’

reż. Alberto Vázquez, scen. Alberto Vázquez, F. Xavier Manuel, muz. Joseba Beristain, prod. Abano Producions, Glow, María y Arnold AIE, Sardinha em Lata, UniKo, wyst. Asier Hormaza, Aintzane Gamiz, Kandido Uranga

 

Artykuły tego samego autora

Komentuj