Człowiek do wszystkiego
Utrzymane w konwencji slow cinema Z daleka widok jest piękny (2011) i radykalnie formalna Huba (2013) – w dotychczasowych filmach małżeństwa Sasnali próżno szukać dramaturgicznej konsekwencji czy klasycznej narracji. Zachwycały niespotykane obrazy, lecz cierpliwość była testowana fabularną stagnacją. Nierzadko zastanawiałem się, czy zamiast sali kinowej lepszym miejscem na obcowanie z ich dorobkiem nie byłaby przestrzeń galeryjna. Dlatego wybierając się na seans Człowieka do wszystkiego, nie spodziewałem się, że zostanę zabrany w podróż do jednego z najciekawszych światów wykreowanych w rodzimej kinematografii w ostatnich latach.Adaptacja powieści Roberta Walsera (1908) rozgrywa się w Bärenswil. To tam trafia Joseph Marti, który w poszukiwaniu pracy zostaje skierowany do wilii Carla Toblera, wynalazcy potrzebującego nowego asystenta. Początkowo wszystko wydaje się piękne jak zamieszkiwany przez rodzinę Toblerów dom – Marti otrzymuje pokój, jedzenie, być może nawet sympatię, w zamian pomagając Carlowi, kiedy ten pracuje nad innowacyjnym zegarem reklamowym. Joseph, ulegając charyzmie szefa i wizji współtworzenia nowoczesnego świata, rezygnuje nawet na jakiś czas z podnoszenia kwestii wypłacenia należnego wynagrodzenia. A pracy przybywa – szybko do pierwotnego obowiązku prowadzenia ksiąg obrachunkowych dochodzą kolejne, a Joseph staje się tytułowym „człowiekiem do wszystkiego”.
W towarzyszącej filmowi publikacji Rok z Walserem autorka eseju o literackim oryginale, Małgorzata Łukaszewicz, zwraca uwagę, że pomysł na opowieści o asystentach czy „komisantach” będzie w jego twórczości powracał cyklicznie, wypływając z jego życiowych doświadczeń. Nie trzeba jednak znać twórczości ani biografii Walsera, by rezonować z życiową sytuacją Martiego. Zwłaszcza w kontekście jakże obecnych dziś trudności ze znalezieniem pracy przez młodych, łamania praw pracowniczych przez prywaciarzy czy poświęcania siebie na ołtarzu pracodawcy. Ten łącznik ekonomicznych realiów między głównym bohaterem a widzem to ponadczasowy element spajający Walserowski świat z XXI wiekiem – choć współczesność w Człowieku do wszystkiego ujawnia się na różne sposoby.
Oto w połowie metrażu do zdawałoby się perfekcyjnie skonstruowanego w zgodzie z poszanowaniem realiów historycznych filmowego świata przyjeżdża nowy bohater – klient zainteresowany zakupem reklamowego zegara. Gospodarza nie ma w domu, za sprzedaż odpowiada Marti. Po nie do końca udanej prezentacji klient opuszcza willę i wsiada do zaskakująco nowoczesnego auta. Pęknięć w czasie i anachronizmów będzie od tej pory coraz więcej: po torach suną nowoczesne koleje regionalne, główny bohater w ramach wypoczynkowej lektury kartkuje egzemplarz Tytusa, Romka i A’Tomka, a w tle słychać The Smiths. Te niekonsekwencje nie są komentowane, ujawniają jednak prawdę o samym Toblerze. Wraz z woltą czasoprzestrzenną ostatecznie zmienia się nasze spojrzenie na pracodawcę głównego bohatera. Carl jest przeżytkiem, podobnie jak uosabiana przez niego modernistyczna postawa Mistrza, dominującego nad innymi swoją charyzmą i ego. Brak świadomości własnej niedzisiejszości – w kontekście swoich wynalazków, zachowań czy modelu pracy – skazuje go na śmieszność.
W Roku z Walserem Wilhelm Sasnal przywołuje inny film, który w podobny sposób łamał konwencję filmu historycznego – Caravaggio (1986) Dereka Jarmana. Oba filmy łączy dodatkowo wizualne piękno. Człowiek do wszystkiego był kręcony na taśmie (to powrót po cyfrowej próbie w Nie zgubiliśmy drogi [2022]) i stanowi formalny majstersztyk. Ziarno idealnie pokrywa zarówno łany zieleni Bärenswil, jak i współgra z surowością architektury Toblerowskiej willi. Twórcy pozwalają sobie także na pewną transową woltę. Jednym z narracyjnych anachronizmów jest bowiem (quasi-) rave – krótka i niemająca większego związku z resztą opowieści sekwencja okazuje się kolejnym w karierze duetu buntem, tym razem wobec ograniczeń historycznego decorum.
W odpowiedzi na pytanie zadawane sobie przez wiele osób tworzących, jak adaptować dawne powieści, Sasnalowie zdają się mówić: jak najbardziej współcześnie. Nie porzucają XXI-wiecznej soczewki kształtującej ich poglądy, nie abstrahują od wrażliwości, problemów bliskich widowni. W tym podejściu Człowiek do wszystkiego rymuje się z Franzem Kafką (2025) Agnieszki Holland i zawartymi w nim obserwacjami wycieczek podróżujących śladami autora Procesu; nie da się bowiem oddzielić lektury klasyka od rzeczywistości, w jakiej czytamy ich dzieła. Proza Walsera na ekranie wydaje się wyjątkowo aktualna – a sam film, co chyba najbardziej zaskakujące (dla niżej podpisanego sceptyka dotychczasowej pracy duetu), równie wyjątkowo udany.
Człowiek do wszystkiego
Polska, Wielka Brytania 2025, 129’
reż. Anka Sasnal, Wilhelm Sasnal, scen. i zdj. Wilhelm Sasnal, prod. Wilhelm Sasnal Produkcja, Sadie Coles HQ, wyst. Piotr Trojan, Agnieszka Żulewska, Andrzej Konopka
Komentuj



