Bouchra

Pandemia koronawirusa oznaczała dla branży filmowej wielkie straty finansowe, ale dla niektórych niezależnych twórców był to czas niezwykle twórczy – jak dla Meriem Bennani i Orian Barki, które w udomowionych i usieciowionych warunkach lockdownu stworzyły instagramowy serial 2 Lizards (2020). Animacja opowiadająca o nowojorskich perypetiach humanoidalnych les-jaszczurek (będących pewną wersją ich samych) stała się viralem na całym świecie.

Recenzja powstała przy współpracy z 26. Międzynarodowym Festiwalem Nowe Horyzonty (23.07-02.08, Wrocław, 23.07-09.08, online). „Ekrany” są partnerem medialnym sekcji Front Wizualny. Film można obejrzeć na festiwalowej platformie

Fenomen dotarł nawet do zespołu kuratorskiego włoskiej Fondazione Prada, który zamówił u autorek rozwinięcie internetowego projektu do pełnometrażowej fabuły. Tak powstała For Aicha, pokazana premierowo w Mediolanie w 2024 roku, by następnie – przemianowana już na Bouchrę – podbić festiwale na całym świecie, od Toronto po Singapur.

Historia tytułowej Bouchry oparta jest na doświadczeniach Meriem Bennani, która użyczyła jej nie tylko elementów swojej biografii, ale i głosu. Z wyglądu zaś przypomina antropomorficznego szakala – podobnie jak inne postaci będące humanoidalnymi zwierzętami, wyjętymi jakby z subkultury futrzaków. Bouchra to typowa nowojorska artystka na freelansie: wynajmuje malutkie mieszkanko na Brooklynie, nie ma kasy, za to całkiem sporo fobii – wyzwaniem dla niej jest już wsiąść do windy, a co dopiero odebrać telefon od wydzwaniającej z Maroka matki. Przed dekadą opuściła Casablankę, by za oceanem realizować talenty i pasje, ale też żyć w zgodzie ze swoją queerową tożsamością. Przeszłość jednak wciąż rzuca cień na jej kondycję. Ta nie jest ostatnio najlepsza – po rozstaniu z dziewczyną przechodzi kryzys, zamiast tworzyć czy spotykać się z przyjaciółkami, oddaje się namiętnemu oglądaniu programu Czy to ciasto? (2022–, Netflix). Być może nadszedł wreszcie czas, by zmierzyć się z trudną emocjonalnie relacją z matką? Może to właśnie ona stanie się inspiracją dla jej kolejnego projektu artystycznego? A to pozwoli na rodzinne porozumienie i ponowne przymierze z kulturą, z której się wywodzi?

Bouchra korzysta z konwencji melodramatu rodzinnego, w którym na przeszkodzie spełnieniu się miłości między matką a córką staje nie tylko rozdzielający je Atlantyk, lecz przede wszystkim różnice w sposobie przeżywania przez bohaterki więzi z miejscem i tradycją – kulturą arabską i obyczajami Afryki Północnej. Bywa to poruszające, jednocześnie jednak film ma w sobie pewną lekkość, zadziorność, punkowy vibe, który przypomnieć może słynne Persepolis (2007, V. Paronnaud, M. Satrapi). Także w rozważaniu współczesnych piętrowych tożsamości, na które składają się rozmaite, niekiedy sprzeczne elementy – nachodzą one na siebie, tworząc kalejdoskop każdego pojedynczego „ja”, które z tym chaosem jakoś musi sobie radzić. Bouchra może być więc równocześnie lesbijką i Arabką, kochanką i córką, przyjaciółką i samotniczką, artystką i bezrobotną. Bennani i Barki pokazują, jak niełatwe bywa nawigowanie między tymi aspektami, ale też celebrują momenty radości, chwile zapomnienia, okruchy piękna – wydaje mi się to bardzo prawdziwe.

Złożoność tę podkreśla sama forma filmu, nakładająca cyfrową animację Bennani na autobiograficzną opowieść naszpikowaną cytatami z jej życia. Połączenie jej talentu z metodą Orian Barki – urodzonej w Tel Awiwie reżyserki od dekady zajmującej się tworzeniem form dokumentalnych – skutkuje czymś bardzo świeżym i wiarygodnym. Również w opisie queerowego życia w wielkim mieście, będącym oazą dla przedstawicieli wszelkich odmienności, które z jednej strony mogą się tu swobodnie realizować, z drugiej zaś nie zawsze są za deponowaną w nim energię i talenty należycie wynagradzane – szczególnie w przypadku osób o doświadczeniu migracyjnym. I tak po prostu film nie chce być kolejną apoteozą zachodnich swobód, ukazując także cenę, jaką za korzystanie z nich trzeba zapłacić.

Podobnie niejednoznacznie prezentują się tu uroki Casablanki, gdzie queerowe życie przybiera inne, bardziej zawoalowane formy. Wiemy o tym chociażby z twórczości Abdellaha Taïa, dziś coraz śmielej mówi na ten temat młodsze pokolenie reżyserek z krajów Maghrebu: Maryam Touzani (Turkusowa suknia [2022]) czy Leyla Bouzid (À voix basse [2026]). Podobnie jak one, Bennani i Barki nie ulegają (auto)orientalizacji: lokalna specyfika kulturowa nie jest tu maskowana, nie jest też demonizowana ani fetyszyzowana. Ukazywana jest za to z szacunkiem, ale i poprzez krytyczne spojrzenie, pozwalające dostrzec i to, co w tradycjach opresyjne, to, przed czym wiele osób ucieka. Jak jednak pokazuje Bouchra, wolność od tradycji okupiona bywa tęsknotą, rozdarciem, niezakorzenieniem – zawieszeniem w wiecznym pomiędzy, w którym gros z nas spędza swoje życie.

Maroko, USA, Włochy 2025, 83’

reż. Orian Barki, Meriem Bennani, scen. Orian Barki, Meriem Bennani, Ayla Mrabet, zdj. John Michael Boling, muz. Flavien Berger, prod. 2 Lizards Production, Hi Production, Fondazione Prada, wyst. Meriem Bennani, Yto Barrada, Orian Barki, Ariana Faye Allensworth, Salima Dhaibi

Komentuj