Dark romance i meandry przyzwolenia
Miękka pornografia maskowana postfabularną sztampą. Sceny erotyczne zahaczające o perwersję lub kink. Toksyczny bohater wymagający od partnerki bezwzględnego podporządkowania. Kobieta zdająca się czerpać przyjemność z przemocowej relacji. Filmowy nurt mrocznego romansu mieszał w głowach widzek i redefiniował pojęcie erotycznej fantazji. Analizowany bliżej i na serio prowokuje jednak cokolwiek nieintuicyjne pytanie: czy największą transgresją współczesnej erotyki jest konsensualny seks?Na początku było słowo. Półki księgarń zaczęły uginać się od książek z czarno‑szarymi okładkami, z których spoglądały na nas łączące się w pocałunku usta, roznegliżowane męskie torsy lub symbole grzechu: soczyste jabłka, zerwane kwiaty, weneckie maski, lśniące kajdanki. Choć literaturze tej daleko było do prestiżowych nagród, ba, nawet do miana beletrystyki, zaczęła zagarniać coraz większe przestrzenie – w księgarniach, w mediach społecznościowych (vide femtasy – popularny hashtag etykietujący kobiecą erotykę), a przede wszystkim w czytelniczym fandomie. Podgatunek dark romance nabrzmiewał i pączkował, w czym bynajmniej nie przeszkadzało mu oburzenie i męskich arbitrów smaku, i feministek zakłopotanych niskim poziomem kolejnego wariantu nieszczęsnej „literatury kobiecej”. Świętoszkowata histeria z powodu tego, że kobiety masowo coś czytają i coś lubią? Stare, znałam.
Pluszowy drapieżnik
Zanim na mroczne femtasy zaczęto spoglądać łaskawszym analitycznym okiem, za ich ekranizację zabrało się kino. Zmierzch (2008, C. Hardwicke) i Pięćdziesiąt twarzy Greya (2015, S. Taylor‑Johnson) okazały się hitami, które rządziły się swoimi prawami i za nic nie przepraszały. Do dziś dwa pierwsze dzieła uchodzą za pobudzające wyobraźnię filmowe archeteksty. Wpłynęły na kolejne filmy i seriale pod każdą szerokością geograficzną. Mroczne romanse zdają się niezwykle popularne w Azji, szczególnie w K‑ i J‑dramach, w których wyznaczniki nurtu poddane są interesującej glokalizacji. W Polsce najgłośniejszym dark romance pozostaje film 365 dni (2020, B. Białowąs, T. Mandes) i jego dwie kontynuacje, a klimat serii wyczuwalny jest chociażby w Dziewczynach z Dubaju (2021, M. Sadowska), Heaven in Hell (2023, T. Mandes) czy Pokusie (2023, M. Sadowska). Nietrudno odgadnąć, że fabuła spod znaku dark będzie rymowała się z monster eroticą (narracjami o relacjach ludzi i potworów), w szczególności z opowieściami wampirycznymi (Czysta krew [2008–2014, HBO]). Może też jednak – jak w przypadku głośnego It Ends with Us (2024, J. Baldoni) – aspirować do realizmu czy też interwencjonizmu społecznego. Dark romance pozostaje zatem nurtem transgatunkowym, obejmującym różne rejestry, ikonografie i style, a co za tym idzie, dość trudnym do ścisłego zdefiniowania. Dość powiedzieć, że wśród jego protoplastów wymienia się Wichrowe Wzgórza Emily Brontë; posępna erotyka spowija zresztą zwiastun najnowszej adaptacji książki, zaplanowanej na 2026 rok. Co zatem go wyróżnia i dlaczego stał się tak popularny?
Najciekawszy jest tu bohater (mroczne romanse są w przeważającej większości heteroseksualne, to jeden z aspektów ich immanentnego konserwatyzmu). Często moralnie odstręczający, ale przystojny i dobrze ubrany (czyli wybaczone). Postrzegany jako drapieżca w sposób dosłowny (wampir – Zmierzch, Czysta krew) lub metaforyczny (biznesmen – Pięćdziesiąt twarzy Greya, mafioso – 365 dni, członek yakuzy – Pomiędzy zmysłami [2020, W. Olsson]). To samiec alfa, top, dominant, Mężczyzna przez duże M, zazdrośnik i protektor. Zawsze w – pardon le mot – męskiej energii. Może być ponad prawem – działać w organizacji przestępczej lub, co gorsza, jak wampir Edward ze Zmierzchu – nie zapinać pasów w samochodzie. Z zewnątrz: nieziemsko atrakcyjny, znakomicie zbudowany i dobrze sytuowany dżentelmen o dobrym guście. I absolutnie niepohamowanym, wręcz zwierzęcym libido; czasem z kinkiem, ale nie do przesady; stalker, ale w dobrej wierze; groomer, ale o cennym doświadczeniu. Początkowo – jak tytułowy Grey czy Massimo z 365 dni – żąda jedynie relacji seksualnej i podporządkowania. Później – zakochuje się bez pamięci, dąży do monogamii oraz małżeństwa, w którym erotyczny ogień nie gaśnie nigdy.
Taki rozwój amanta to charakterystyczna cecha dark romance i wiąże się tyleż z kobiecą fantazją, co z przewrotnym rozumieniem pojęcia kontroli. Bohaterowie ci wpierw przejawiają toksycznie romantyzowaną, hipermęską skłonność do opieki nad partnerką, która przemienia się w zaborczość i obowiązek chronienia jej przed światem, w szczególności przed innymi mężczyznami (zupełnie jakby patriarchat zagrażał kobietom). Partner dyktuje kobiecie, co ma robić i – jak mu się wydaje – oczekuje podporządkowania. Władza jest tu erotyzowana jako opieka, która ze ścisłej zależności przeradza się w obsesję.
To pierwszy nieoczywisty paradoks dark romance – mężczyzna jest tak obsesyjnie uzależniony od kobiety, że to ona przejmuje nad nim kontrolę, temperuje przemocowość, a ze społecznego barbarzyńcy czyni osobistego soft boya.
Udomowiona transgresja
Kim jest heroina mrocznego romansu? To z reguły dziewczyna z sąsiedztwa, raczej wycofana i introwertyczna, ale o sporej konsekwencji i psychologicznej integralności. Urodziwa, choć żadna z niej seksbomba, często drobna brunetka o przenikliwym spojrzeniu. W przeciwieństwie do eleganckiego amanta pozostaje w ciągłym kryzysie modowości – Bella ze Zmierzchu nosi kraciaste koszule i rurki, Anastasia z Pięćdziesięciu twarzy Greya męczy się ze stylem business casual, a Margaret z Pomiędzy zmysłami kocha ogrodniczki i nie ceruje skarpet. Kolejną cechą bohaterki dark romance jest niewinność. Czasem rozumiana bardzo dosłownie – jako dziewictwo i brak doświadczenia seksualnego (w Zmierzchu, Czystej krwi czy Pięćdziesięciu twarzach Greya defloracja jeszcze silniej uzasadnia przywiązanie do protektora), czasem po prostu jako zwyczajność i niekaralność, szczególnie w kontekście przemocowego lub parającego się przestępczością amanta (Somebody [2022, Netflix], Bon appétit, Wasza Wysokość [2025, Netflix], Miłość i yakuza [2022, Disney+], 365 dni). To szara myszka, ale z potencjałem – o silnej woli, dużej empatii, wspierana przez oddanych przyjaciół i kochającą rodzinę, zaangażowana w pracę, studia lub szkołę, o doskonalonej umiejętności bądź pasji. Gdy powoli sprowadzana jest na złą drogę i gdy okazuje się, że jest bardziej do tańca niż do różańca… nie dzieje się właściwie nic. Bohaterka ma ciastko i je ciastko, to zarazem good i bad girl. Transgresje w dark romance, w przeciwieństwie do etycznego rygoru melodramatu, nie prowadzą do poważniejszych konsekwencji.
To kolejna przewrotna i cokolwiek niepedagogiczna cecha mrocznych romansów: synteza komunii dusz i szału ciał jest możliwa; Jane Austen i Sasha Grey są awersem i rewersem jednej monety. Bohaterki dark romance charakteryzuje interesująca pasywna aktywność – w zasadzie nie muszą robić niczego, by finalnie to one kierowały mężczyzną, wystarczy, że pozwolą mu stać się jego obsesją. To XXI‑wieczna wersja mitu o Pigmalionie, w którym antyczny rzeźbiarz tak bardzo uzależnił się od stworzonej przez siebie statuy Galatei, że wybłagał u Ateny jej ożywienie. Lub aktualizacja historii Szeherezady, która ratując się przed śmiercią z rąk małżonka‑despoty, opowiada mu kolejne historie, aż do momentu, gdy on już nigdy nie chce przestać jej słuchać. Ten ostatni schemat został zresztą kreatywnie przetworzony w K‑dramowym hicie Bon appétit, Wasza Wysokość, w którym omyłkowo trafiająca do przeszłości restauratorka musi codziennie gotować koreańskiemu królowi‑tyranowi inną potrawę – jeśli nie zasmakuje ona satrapie, kuchmistrzyni pożegna się z życiem. Jej kulinarne zdolności sprawiają jednak, że z podkuchennej awansuje na damę jego serca. She can fix him.
Nienasycenie
Zmierzch, pierwsze spotkanie Belli z wampirem Edwardem – wzmożony oddech, fizyczne przyciąganie, irracjonalne dążenie do bliskości. Pięćdziesiąt twarzy Greya – rozmowa kwalifikacyjna, po której młody biznesmen nie może zapomnieć o stażystce. 365 dni – włoski ogier Massimo wypatruje Polkę Laurę na lotnisku i przepada z kretesem. Już pierwszy kontakt kochanków naznaczony jest przeznaczeniem i wyjątkowością. Jedno spojrzenie na przyszłego władcę i kochanka budzi w statecznych dotychczas kobietach pierwotne instynkty. „Pożądanie jest rodzajem głodu przetrzymanym w ciele jako fizyczna potrzeba, przyciąganym do obiektu, który staje się ogniskiem uwagi i źródłem zaspokojenia. Wiadome jest tylko pożądanie jako przetrwanie. Pożądanie jako konieczność posiadania” – w kontekście psychoanalitycznym pisze Stephanie Brody (2019, s. 8). W Belli buzuje seksualna energia, ewidentnie chce jej się uprawiać seks. Ma drgawki i aż ją nosi – metoda aktorska Kristen Stewart, przez lata będąca źródłem żartów, to znakomity pas transmisyjny dla pożądania, którego afektywność przebija się przez represję superego. Bella, Anastasia i Laura już na samym początku przeczuwają, że ich pragnienie będzie wiązać się z psychosomatycznym bólem, a oprócz przyjemności może także przynieść cierpienie. Mroczne romanse podążają drogą rozpoznaną przez Anne Carson, która w eseju Słodko‑gorzki eros wskazywała, że istota pragnienia zasadza się na jego ambiwalencji: „najważniejsza jest tu symultaniczność rozkoszy i bólu” (Carson 2025, s. 10), a „rozkosz i ból objawiają się kochankowi jednocześnie, skoro atrakcyjność obiektu miłości bierze się po części z jego braku” (tamże, s. 42–43). To kolejna cecha pożądania – znika, gdy jest zaspokojone. Aby je podsycać, należy nieustannie stymulować poczucie braku. To natchnione psychoanalizą rozumowanie jest nie tylko znakomicie rozpoznane, ale też kreatywnie przetworzone przez nurt dark romance, co być może stanowi o jego niezwykłej popularności.
Opisana wcześniej typowa bohaterka nurtu to everywoman – dość łatwo się z nią identyfikować. Filmowe femtasy zasadza się na byciu bezwarunkowo pożądaną, nie z powodu urody, statusu czy charakteru, ale tego, że się po prostu jest. Dominujący kochanek, który, wydawałoby się, może mieć wszystko, odczuwa irracjonalny brak tej konkretnej bohaterki. Odczucie to nie zostaje zaspokojone ani przez deflorację, ani przez monogamię. W dark romance pożądanie – na przekór jego istocie – nigdy nie gaśnie, gdyż kochankowie nieustannie odczuwają wzajemny brak. „Kiedy Cię pragnę, tracę część siebie: pożądanie mnie pożera (…) brak ciebie jest brakiem we mnie” (Carson 2025, s. 43, 45). W tym kontekście pożądanie to pragnienie tożsamościowej pełni, gwarantowanej jedynie przez ukochaną osobę. Kochankowie z dark romance podskórnie wiedzą, że są sobie przeznaczeni lub że znają się od zawsze. Nieustannie doświadczają wzajemnego braku zaspokajanego duchową i cielesną bliskością, po której błyskawicznie pojawia się kolejne poczucie braku – ponownie wymagające zaspokojenia. Świetnie obrazuje to teledyskowa sekwencja seksu Massimo i Laury z 365 dni – w ciągu jednego dnia para uprawia seks bez opamiętania; zmontowane jest to tak, że trudno oddzielić następujące po sobie miłosne akty, a raptowny montaż zdaje się wręcz wyzwalać wielokrotne orgazmy u kochanków. Istne perpetuum mobile pożądania.
W przeciwieństwie do tragizmu melodramatu, brutalnie rozdzielającego kochanków i skazującego ich na wiecznie niezaspokojony brak, popkulturowy dark romance najczęściej sprzymierza się z konserwatyzmem i erotyczne napięcie przemienia w monogamię. Tutaj pożądanie rzadko przemija – zamienia się w małżeństwo, które nie wychodzi z fazy miesiąca miodowego. Mężczyzna nie traci zainteresowania kobietą, gdyż jest od niej uzależniony, równocześnie będąc ostatecznym samcem alfa. Pantoflarz i ogier jednocześnie, czuły barbarzyńca, napalony dżentelmen – takie femtasy to przełamanie prostych opozycji na osobę pasywną i aktywną, władczą i podporządkowaną, top i bottom. Wampir, który będzie patrzył, jak śpisz. Mafioso, który zaserwuje ci pierogi. Członek yakuzy, który okryje kocykiem. Nie ma tu hierarchii władzy, lecz jej nieustanna cyrkulacja napędzana niezaspokojonym pożądaniem.
Femdom femtasy
Niezwykła popularność literackiego dark romance (wyszukajcie „BookTok + dark romance” i zaopatrzcie się w popcorn) uwidoczniła, jak bardzo pole czytelnicze zdominowane jest przez kobiety. Książkowy fandom, przynajmniej ten w zakresie literatury popularnej, okazał się femdomem, co wywołało zbiorowy sprzeciw. Oprócz mniej lub bardziej mizoginicznych argumentów związanych z (anty)jakością, o którą od wieków oskarża się literaturę kobiecą, pojawiają się także zarzuty nadprodukcji powtarzalnych książek, zbyt łatwej ścieżki debiutu („wystarczy napisać fanfik”) oraz eksplorowania mrocznego erotyzmu w stronę niedającej się obronić przemocowości. Jak na razie kino zdaje się podążać inną ścieżką – filmy spod znaku dark romance bynajmniej nie są produkowane w nadmiarze. Poza tym elementy amoralnego erotyzmu zagospodarowuje też odradzający się thriller erotyczny. Utrzymany jest on w nieco innym, poważniejszym rejestrze, zawiera odmienną dynamikę władzy między bohaterami oraz jest kierowany również do mężczyzn, przez co w hierarchii smaku lokuje się zdecydowanie wyżej.
Moją intencją nie jest bezwarunkowa obrona filmów dark romance. Wiele można temu nurtowi zarzucić, chociażby fetyszyzację dziewictwa, romantyzację męskiej zaborczości, przewidywalność, nudę, narracyjno‑stylistyczną zgrzebność, irracjonalne i lekkomyślne zachowanie bohaterek; rojące się w niemal każdym filmie śmiesznostki i głupotki (do moich ulubionych jako redaktorki „Ekranów” należy scena z Pięćdziesięciu twarzy Greya, w której Anastasia, świeżo mianowana szefowa wydawnictwa, na pięć minut przed wysłaniem publikacji do druku podejmuje decyzję, by zmniejszyć w niej czcionkę). Istnieje też pewne zagrożenie, że wraz z coraz głębszym penetrowaniem erotycznego mroku filmy te – jak w przypadku książek – będą tolerować toksyczną asymetrię i przemocowość w relacjach damsko‑męskich. To zaś niesie zagrożenie ekstrapolowania fikcji na świat rzeczywisty i rozpowszechnienia przekonania, że kobiety kochają być dominowane lub, co gorsza, że prawdziwe seksualne spełnienie daje im jedynie przemoc. To oczywista bzdura, a żeby się z nią rozprawić, warto zacząć od pojęcia fantazji, którą dark romance zamienia w fabularny schemat.
Szerokie marginesy bezpieczeństwa
Wyjściowo i na poziomie deklaracji kobieta nie chce wchodzić w seksualną relację z amantem‑predatorem. On jednak wie lepiej i identyfikuje jej pożądanie, zanim ona sama je sobie uświadomi. W aspekcie dosłowności decyzja o przekroczeniu granicy nie należy zatem do kobiety, co zdejmuje z niej jarzmo wstydu – dzięki inicjatywie samca alfa bohaterka może i zachować niewinność, i realizować pragnienie. Podstawowym benefitem tego mechanizmu jest więc brak winy, charakterystyczny zresztą dla pojęcia erotycznej fantazji – sekretnej, osobistej i wolnej od społecznego osądu. Świetnie widać to w Pomiędzy zmysłami, gdzie Margaret, Amerykanka ucząca angielskiego, i Kazu, magnetyzujący i seksualnie niezaspokojony yakuza, kochają się wyłącznie w tokijskich love hotels, intymnych nie‑miejscach, gwarantujących tyleż dyskrecję, co stymulujących pożądanie. Z kolei w Zmierzchu, Czystej krwi czy 365 dniach bohaterki miewają halucynacje i sny, w których powraca represjonowane pożądanie, lokując ich erogenne dążenia na granicy jawy i mirażu, gdzie rzeczywistość ujęta jest w ramę wizji i nie powoduje wstydu. To samoświadomość nurtu tematyzująca, w jaki sposób fantazje obchodzą społeczną winę.
Tę cechę fantazji podkreśla także Gillian Anderson jako kuratorka głośnej książki Pragnę – antologii anonimowych listów kobiet z całego świata opisujących ich erotyczne pragnienia. Tajemne i niewypowiedziane fantazje jawią się tu jako jedyna przestrzeń, w której jesteśmy wolne od społecznego ostracyzmu – niezależnie, czy wobec realnego życia seksualnego mają funkcję uzupełniającą, czy kompensacyjną. „Posiadanie osobistego pożądania wymaga od kobiet balansowania na linie – ostrożnego negocjowania cienkiej granicy między tym, czego się od nich oczekuje, czego się obawiają, a tym, co jest dla nich naprawdę najważniejsze” – pisze z kolei Stephanie Brody (2019, s. 8). Psychoanalityczka zwraca też uwagę na genderowy charakter pragnienia, zgodnie z którym aktywne „chcę” jest przypisywane mężczyznom, a pasywne „potrzebuję” – kobietom: „Chcę jest twierdzeniem przesyconym siłą i dominującym wyrażeniem oczekiwania oraz jasności. Może być bombastyczne i głośne, często roszczeniowe, żądające i konkretne. Potrzebuję natomiast kojarzy się z głodem, brakiem i wyczerpaniem” (tamże, s. 12). Co ciekawe, w dark romance kobiety, nawet jeśli zaczynają od responsywnego „potrzebuję”, wkrótce same przechodzą do pozycji „chcę”, inicjując lub wprost domagając się bliskości ze strony partnera, którą ten jest zobligowany zaspokoić. Po seksualnym maratonie i chwilowym odpoczynku Laura z 365 dni przekornie zaczepia Massimo: „Chcę więcej. Zmęczyłeś się?”, jakby rzucając wyzwanie zbiorowej chutliwości Włochów, przynajmniej od czasów Imperium Rzymskiego.
Fantazja zekranizowana w dark romance zasadza się ponadto na skrajności emocji i graniczności doznań. To romans większy niż życie. Co jednak ważniejsze – w tej fantazji mężczyzna nie tyle ma całkowitą kontrolę, ile wie, co robi. Lub inaczej – każdy jego ruch przynosi kobiecie przyjemność, nie wiążąc się z niezręcznością ani brakiem pobudzenia. Akt seksualny ma swoistą dramaturgię, każdy gest prowadzi do spełnienia. Jak zauważyła ContraPoints / Natalie Wynn w swoim kompleksowym wideoeseju Twilight, amant z dark romance nie daje bohaterce wyboru – kobieta musi czuć rozkosz! Nie ma tu miejsca na winę, wyrzuty sumienia i myślenie o partnerze – pozostaje jedynie cielesny egotyzm. To złamanie kolejnego kulturowego tabu. Wszak zgodnie z wymogami kultury kobieta winna troszczyć się przede wszystkim o innych, a nie o siebie. Dark romance to zatem fantazja radykalna. Kobieca przyjemność nie tylko nie jest represjonowana, jest nieunikniona. Te orgazmy się nam po prostu należały.
Horror przyzwolenia
Recepcja dark romance zdaje się jednak pokazywać, że nie wszyscy podzielają tę opinię. Opisywane tutaj hitowe książki i filmy były oskarżane o dosłowność i społeczną szkodliwość – skoro pokazują, że bohaterka lubi być dominowana oraz zakochuje się w porywaczu lub stalkerze, może to wszak znaczyć, że pragnie tego także w rzeczywistości. O ile takie zarzuty ze strony feminizmu mogą stać się zarzewiem interesującej dyskusji, o tyle podobne wnioski okazują się niepokojące, jeśli płyną z manosfery, której skłonność do nadinterpretacji filmów znamy chociażby z kultu American Psycho (2000, M. Harron) czy Podziemnego kręgu (1999, D. Fincher). Popularność dark romance zbiegła się w czasie z poszerzeniem definicji gwałtu, który w legislatywie wielu krajów rozwiniętych zrównany został z brakiem przyzwolenia. Gest ten w konserwatywnych męskich kręgach wywołał atak histerii, obwieszczono powstanie nowego reżimu seksualności i lamentowano, że zgodę na seks będzie trzeba poświadczać notarialnie. Narracje o toksycznych i władczych samcach alfa mogły więc dostarczać amunicji wszystkim, którym zależało na wyegzorcyzmowaniu przyzwolenia ze zreformowanego społecznego konsensusu.
Jak zatem wpisać to wszystko we współczesny klimat polityczny, którym – przynajmniej na poziomie oficjalnego dyskursu – rządzi liberalna etyka seksu, zakładająca komunikację, świadomość, bezpieczeństwo i równość? Warto zacząć od postrzegania erotycznych fantazji jako bezpiecznej przestrzeni. „Zachowania seksualne są rzecz jasna znacznie bardziej narażone na społeczne zakazy i ryzyko kompromitacji niż prywatne fantazje, a seks z partnerem wymaga kompromisu i wzajemnego dostrojenia, które nie występują w fantazjach” – pisze Michael J. Bader (2002, s. 16), terapeuta praktykujący w nurcie psychoanalitycznym. „Funkcją seksualnej fantazji jest rozbijanie przekonań i uczuć, które przeszkadzają w podnieceniu, by zapewnić nam zarówno bezpieczeństwo, jak i przyjemność. Fantazje te utwierdzają nas w przekonaniu, że nikomu nie wyrządzimy krzywdy ani nikogo nie zdradzimy, a pełne podniecenie nie pociągnie za sobą czyjegokolwiek cierpienia” (tamże, s. 35). W tym kontekście fantazja to wentyl bezpieczeństwa, nawias, w który bierzemy swoje pragnienia. To, że o czymś fantazjujemy, nie znaczy, że chcemy, by nasze sny na jawie się spełniły. Możemy dobrze bawić się na 365 dniach lub Pomiędzy zmysłami, jednocześnie nie pragnąc mafiosa (nawet jeśli byłby nieziemsko atrakcyjny). Mówiąc najprościej: to, że oglądamy Pięćdziesiąt twarzy Greya, It Ends with Us czy Somebody nie świadczy, że chcemy być ofiarami przemocy, gdyż nie taki jest mechanizm fantazji.
Grzechy emancypacji
Jak zatem interpretować popularne narracje, które lokują kobietę w pozycji podporządkowanej? Skoro nurt dark romance zyskał światową popularność i raczej nie zapowiada się, że ją straci, warto poświęcić mu uwagę należną popkulturowym fenomenom. W sukurs ponownie może przyjść nam psychoanaliza. Według cytowanego wcześniej Badera odczuwanie osobistego szczęścia i satysfakcji może wywoływać w nas poczucie winy: „Czujemy się winni, kiedy jesteśmy samolubni. Osoba szczególnie dotknięta poczuciem winy ocalałego lub winą wynikającą z separacji żyje z przekonaniem o charakterze patogennym: że jeśli pozwoli sobie na radość z życia, jej bliscy zostaną zranieni lub czegoś im ubędzie” (Bader 2002, s. 39). Może to dotyczyć także spełnienia erotycznego. Psychoanalityk przytacza w tym kontekście historię jednej ze swoich pacjentek, Jan, niezależnej kobiety o feministycznych poglądach. Przestawszy czerpać erotyczną satysfakcję z seksu z empatycznym i wspierającym mężem, zaczęła ona uciekać w fantazje, w których była obiektem męskiej dominacji lub przemocy ze strony brutalnych mężczyzn. Terapeuta doradził, by w owych fantazjach wyobraziła sobie męża jako górującego nad nią olbrzyma. Pomogło. Bader tłumaczy, że pozycjonowanie siebie jako ofiary wiąże się z troską o realnego partnera, gdyż kobieta „radzi sobie z poczuciem winy, tworząc w fantazji mężczyznę tak silnego, że nie jest w stanie go zranić. Aranżuje wszystko tak, żeby to on ranił ją, a nie odwrotnie. W ten sposób Jan uspokaja samą siebie, że to nie ona jest tą niszczącą, bezwzględnie silną osobą – tylko on. Bez względu na to, jak bardzo jest silna, jak bardzo jest podniecona czy jak bardzo daje się ponieść popędom, w jej fantazji partner nigdy nie zostanie przytłoczony” (tamże, s. 59). Proces kompensacji winy wyglądałby zatem tak: chcę być zdominowana w fantazji, w której partner i ja jesteśmy bezpieczni. Wstyd mi, że jestem samolubna i dążę do przyjemności, więc winę za jej realizację zrzucam na partnera. Jednocześnie cała narracja o pożądaniu jest kontrolowana przeze mnie – nikomu nie dzieje się krzywda. Przyzwolenie realizuje się tutaj na nadrzędnym poziomie narracji.
Ryzyko ekstrapolowania powyższego przypadku klinicznego (by nie powiedzieć – dowodu anegdotycznego) na popkulturowy fenomen jest tyleż duże, co możliwe do zignorowania w imię filmoznawczej spekulacji. Podążając powyższym psychoanalitycznym tropem, dark romance tyleż kompensują zdobycze feminizmu i kobiece upodmiotowienie, co tworzą bezpieczną przestrzeń, w której kobiety mają świadomość, że nie krzywdzą mężczyzn. Wolimy zatem oglądać w nich siebie jako osoby zdominowane (bądź wręcz ofiary) niż kogoś, kto wyrządza krzywdę partnerowi. Może to być więc nie tyle konserwatywny backlash, ile ekspresja nieuświadomionej „winy” – separacyjnej w stosunku do mężczyzn (gdyż jako kobiety zyskujemy za dużo samolubności i władzy) – oraz syndromu ocalonych w stosunku do wcześniejszych pokoleń kobiet, które nie miały przywileju powiedzenia „nie” i życia na własnych zasadach.
Are you lost, baby girl?
„Fantazja staje się medium dla pożądania, funkcjonując jako »coś więcej« niż tylko oznaka nieświadomego życia. Można ją postrzegać jako to, co karmi pożądanie, budując ramy aspiracji i zamieniając je w wizje przyszłości. Dlatego zamiast widzieć pożądanie jako proces odcięty, zamknięty w nieświadomym świecie fantazji, warto traktować je jako umiejętność rozwojową; taką, która zaczyna się w fantazji i rozszerza się na obszar twórczości i wyobraźni, będąc ważnym składnikiem pełnego pasji życia” – postuluje Stephanie Brody (2019, s. 19).
Jakie są zatem pożytki z cokolwiek problematycznego nurtu dark romance? Jednym z nich jest zapewne założenie – nawet jeśli nie do końca oczywiste – że każda, nawet najbardziej toksyczna i przemocowa fantazja zawsze ujęta będzie w ramy bezpiecznej fikcji, którą od rzeczywistości oddziela narracja funkcjonująca jako naczelne przyzwolenie i kontrolowana przez kobiety. Kolejnym – nieskruszona seksualna karnawalizacja, w której kobieta nie jest karana za seksualną przyjemność. W końcu – dark romance przejawia dość przyziemne podejście do współczesnej genderowej dynamiki. Nie jest to fantazja o seksie egalitarnym, w którym damsko‑męski powerplay zostaje zamieniony na równość i partnerstwo. To podejście nadal zakłada nierównowagę sił, tyle że o sprytnie wynicowanej hierarchii władzy. Być może za dobrze wiemy, że przemocy nie da się wyrugować ze stosunków społecznych. Częściowa kontrola nad nią jest więc tyleż fantazją, co podejściem racjonalistki.
Bibliografia:
- Bader M.J., Arousal: The Secret Logic of Sexual Fantasies, St. Martin’s Press, 2003.
- Brody S., Desire. What Women Want [w:] S. Brody, F. Arnold (red.), Psychoanalytic Perspectives on Women and Their Experience of Desire, Ambition and Leadership, Routledge, 2019.
- Carson A., Słodko‑gorzki eros, przeł. R. Lis, Ossolineum, 2025.
Komentuj







