Gunda

W oryginalnej perspektywie i niepublicystycznej narracji tkwi rewolucyjność dokumentu Kosakowskiego. Rosyjski twórca zrezygnował z makabrycznych obrazów śmierci na przemysłową skalę, a oskarżycielski ton zastąpił budowaniem empatii wobec zwierzęcych bohaterów.

W ciągu minionego dziesięciolecia Wiktor Kosakowskij wyspecjalizował się w realizacji dokumentów nie-ludzkich. W Niech żyją Antypody! (2011) starał się ukazać pełną gamę krajobrazów południowej półkuli ziemskiej, z kolei główną bohaterką Aquareli (2018) była woda w każdym jej stanie skupienia. Wyjątkowo kameralnym dopełnieniem tej anty-antropocentrycznej trylogii jest Gunda – głos Kosakowskiego w dyskusji na temat przemysłowej hodowli zwierząt, a także ich reprezentacji w kinie. Tegoroczny dokument rosyjskiego reżysera stanowi próbę odwrócenia disneizacji zbiorowej wyobraźni oraz przywrócenia podmiotowości tytułowej świni i jej potomstwu.

Kamera Kosakowskiego niespiesznie rejestruje codzienność dorastania miotu prosiąt od momentu ich narodzin oraz ich relację z matką. Tło dla lochy z młodymi stanowi mała farma, po której bohaterowie dokumentu swobodnie się poruszają. W czasie półtoragodzinnego seansu obserwujemy dojrzewającą grupę prosiaków, która walczy o dostęp do sutka matki, tarza się w kałuży i biega po łące pod nadzorem swojej rodzicielki. W tym świecie nie ma miejsca dla ludzi. Gunda i jej dzieci zdają się jedynymi mieszkańcami farmy, a świadectwem obecności człowieka są przede wszystkim budowle i ogrodzenia – wytwory jego pracy. Czasem gdzieś w tle zamajaczy furgonetka, innym razem bawiące się prosięta okrążają wielkie koła poruszającej się maszyny rolniczej.

Człowiek co prawda pozostaje niewidzialny, jednak jego widmo wisi nad farmą niczym fatum w zwierzęcej egzystencji.

Kosakowskij zmniejsza jego obecność także na poziomie narracji, rezygnując z porządkującego, dydaktycznego voice-overu, właściwego filmom przyrodniczym i edukacyjnym. Jedynym czynnikiem narratywizującym jest niespieszna, podporządkowana fizjologii rzeczywistość rosnących, hodowlanych zwierząt, każąca widzom kontemplować codzienne zaspokajanie ich podstawowych potrzeb.

W oryginalnej perspektywie i niepublicystycznej narracji tkwi rewolucyjność dokumentu Kosakowskiego. Rosyjski twórca zrezygnował z makabrycznych obrazów śmierci na przemysłową skalę, a oskarżycielski ton zastąpił budowaniem empatii wobec zwierzęcych bohaterów. Reżyser nie popada równocześnie w idealizm, zrównujący nieobecność człowieka z nieobecnością bólu. Gunda, kierowana niewytłumaczonym instynktem, zadeptuje jedno ze swoich prosiąt, inne z kolei nie nadąża za swoim rodzeństwem przez swoje kalectwo. Posthumanistyczna obietnica arkadii nie zostaje spełniona. I choć cierpienie pozostaje immanentnym składnikiem każdej egzystencji, pogłębia się ono w wyniku systemowej, zinstytucjonalizowanej przemocy.

Farmie, którą obserwujemy w dokumencie Kosakowskiego, daleko do przerażających, przemysłowych nie-miejsc, w których zwierzęta hoduje i morduje się masowo. Mimo to Gunda ma wyraźny ton oskarżycielski związany ze zniewoleniem przez człowieka innych gatunków. Szczególnie istotne w tym kontekście są dwa antrakty, przerywające obserwację rosnących prosiąt. Oba to akty uwolnienia hodowlanych zwierząt. W pierwszym są to kury i koguty opuszczające po raz pierwszy swoją klatkę, w drugim krowy wybiegające po zimie ze stodoły na łąkę. Ich reakcja na nieoczekiwanie odzyskaną wolność jest „nienaturalna”. Zwierzęta reagują zarazem ekscytacją, jak i nieufnością wobec otwartej przestrzeni, co uświadamia okrucieństwo „udomowienia”

Kosakowskij postanowił nakręcić swój najnowszy film w czerni i bieli, odbierając Gundzie i jej potomstwu ich powierzchowność – kulturowo konotowany różowy kolor. Wizerunek prosiąt – budowany chociażby przez ekstremalne zbliżenia na ich pokryte włosiem i bliznami, pulsujące rytmem bicia serca ciała – kieruje uwagę widza na to, że są one żywymi, odczuwającymi stworzeniami, a nie uroczymi świnkami z familijnych opowieści. Uciekając od sielskiego krajobrazu wsi rodem z Babe – świnki z klasą (1995, Ch. Noonan), skala szarości Gundy koresponduje z pesymizmem reżysera.

Skoro dokumentalne obrazy śmierci na przemysłową skalę nie zmieniły globalnego nastawienia do hodowli zwierząt, ostatnią szansą na społeczną metamorfozę będzie dobitne unaocznienie zwierzęcej woli życia.

Usuwając kolor, Kosakowskij zwrócił uwagę, że podobnie jak cała zwierzęca narracja jego dokument jest wyłącznie konstruktem. Gunda, pomimo wszelkich starań, nie może w pełni dotknąć tajemnicy, którą chce przekazać: doświadczenia macierzyństwa przez zwierzę. Twórca i widzowie pozostają – być może niestety – ludźmi.

 

Gunda

Norwegia, USA 2020, 93’

reż. Wiktor Kosakowskij, scen. Wiktor Kosakowskij, Ainara Vera, zdj. Egil Håskjold Larsen, Wiktor Kossakowski, prod. Sant & Usant Production, Louverture Films

Komentuj